Anora - recenzja filmu: Zimne oblicze Nowego Jorku w sercu emocjonującej opowieści Seana Bakera
Nowy Jork potrafi być nieprzyjaznym miejscem, nawet jeśli nie zmagamy się z niskimi temperaturami. Dla tych, którym brakuje podstawowych przywilejów, codzienność staje się jeszcze bardziej surowa. Film „Anora” w reżyserii Seana Bakera to porywająca i pełna energii opowieść, która na pierwszy rzut oka wydaje się zabawna, pełna humorystycznych akcentów i dynamicznych scen. Jednak pod tym lśniącym fasadowym obrazem kryje się chłód, który przenika aż do kości, niezależnie od gorących i zmysłowych momentów, które film czasem odsłania.
⭐⭐⭐⭐⭐
Sean Baker, jeden z najbardziej humanistycznych reżyserów współczesnego kina, stworzył dzieło pełne magii filmowej, które równocześnie bawi, wzrusza i przypomina o ukrytym smutku. W „Anorze” znajdziemy radość sąsiadującą ze smutkiem, komedię zakorzenioną w tragedii. Baker, który znany jest z wrażliwości na tematy związane z pracą seksualną, w tym filmie osiąga nowy poziom. Emocjonalny ton, który ostatecznie dominuje w „Anorze”, zaskakuje widza, nawet jeśli oznaki tego finału są widoczne od początku.
Główną bohaterką jest Ani (Mikey Madison), żywiołowa Rosjanka-Amerykanka. Jej praca jako tancerka erotyczna i pracownica seksualna to po prostu codzienność, sposób na życie. Ani nie marzy o rycerzu na białym koniu, który zabierze ją z klubu - po prostu wykonuje swoje obowiązki, dyskutuje z koleżankami z pracy, które są jednocześnie jej przyjaciółkami i rywalkami. Ale jak to w opowieściach bywa, pewnego dnia pojawia się „rycerz” - Ivan (Mark Eydelshteyn), syn rosyjskiego oligarchy. Mimo jego roztrzepania i lawiny słów, para szybko znajduje wspólny język. Ivan staje się dla Ani hojnym klientem, zabiera ją do swojej imponującej posiadłości nad morzem na przyjęcie noworoczne. Dom, starannie zaprojektowany przez Stephena Phelpsa, oddaje charakter Ivana i jego rodziny - pełen bogactwa, ale pozbawiony ciepła i przytulności.
Romans Ani i Ivana rozwija się nieco szalonym tempem. Po romantycznych chwilach i spontanicznych zakupach w Las Vegas Ivan oświadcza się. Jednak ich szczęście zostaje szybko zakłócone, gdy rodzina Ivana dowiaduje się o jego małżeństwie z escortką. Wkracza Toros (Karren Karagulian), lokalny ksiądz, który pilnuje interesów rodziny w Stanach. Pomagają mu niezbyt bystrzy Garnick (Vache Tovmasyan) i Igor (Yura Borisov), których zadaniem jest pozbycie się Ani z rezydencji. Ale Ani ma więcej siły i determinacji, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.
Baker znany jest z doskonałego doboru obsady, a Mikey Madison, zapamiętana z krótkiej, ale wyrazistej roli w „Pewnego razu w Hollywood”, błyszczy tu pełnym blaskiem. Jako Ani jest ognista, zawzięta, ale też delikatna - emocje, które potrafi ukryć przed innymi, są widoczne dla widza. Niezwykła scena inwazji domowej z Igorem, która początkowo wygląda na humorystyczną, ukazuje zmieniające się emocje i ich nieoczekiwane zbliżenie.
Zdjęcia autorstwa Drew Danielsa uchwyciły zimowe ulice Brooklynu i Manhattanu w nocnych sceneriach, nadając filmowi wyjątkowy klimat. Baker umiejętnie łączy surowe obrazy Nowego Jorku z dramatycznymi zwrotami akcji, budując atmosferę rodem z klasycznego kina lat 70.
W „Anorze” temat klasy społecznej przewija się przez cały film, ukazując relacje między bohaterami jako odzwierciedlenie realiów społecznych. Choć Ivan wydaje się głównym antagonistą, staje się jasne, że jego rodzina i ludzie w ich otoczeniu to pracownicy, których można wykorzystać. To ciche przymierze między postaciami, choć często nieświadome, porusza i budzi współczucie.
Ten film to mieszanka emocji - jest ekscytujący i przepełniony smutkiem, śmieszny i bolesny. Jednak Baker, z właściwą sobie troską o bohaterów, pozostawia w ich życiu nutę nadziei, nawet jeśli zakończenie jest jak cios w brzuch. Jego dbałość o szczegóły i głęboko ludzka perspektywa czynią „Anorę” dziełem wyjątkowym.

