Rebellion to studio, które zawsze miałem w sercu. Od czasów gdy wciągnąłem się w ich nieco zapomniany już tytuł multiplayer Strange Brigade, zawsze kibicowałem ich projektom. Tworzą gry, które mnie interesują, szczególnie ich znakomita seria Sniper Elite. Dlatego wiadomość o tym, że pracują nad zupełnie nowym IP opowiadającym o apokaliptycznym wydarzeniu na brytyjskiej prowincji, natychmiast przykuła moją uwagę. Chciałem zobaczyć, jak podejdą do czegoś odważnego, a jednocześnie charakterystycznego dla Rebellion. Ich odpowiedzią jest Atomfall - i jest o czym rozmawiać.
Własne zasady gry
Atomfall nie przypomina niczego, w co mogliście grać wcześniej. Gdy wskakujecie do pustego, opustoszałego i niebezpiecznego świata gry, jesteście praktycznie zdani na siebie. Budzicie się w bunkrze, gdzie ranny NPC każe wam uważać, ale też jak najszybciej się stamtąd wynosić. Wokół niewiele jest osób, które chciałyby utrzymać was przy życiu. Dlaczego? Nie macie pojęcia.
Zamiast prowadzić was do świecącego punktu na horyzoncie, Atomfall zostawia wam wolną rękę w eksplorowaniu i odnajdywaniu celów. Przez całość przewija się wątek fabularny, ale w typowo brytyjskim stylu - nie ma pośpiechu. Wasz bohater nie ma pojęcia, jak znalazł się w bunkrze, więc to prawdopodobnie pierwsze pytanie, na które powinniście znaleźć odpowiedź, prawda? Niekoniecznie - jest cały świat do odkrycia, zanim dowiecie się, dlaczego obudziliście się w północnej wiosce, która wydaje się być oblężona.
Odkrywanie bez pośpiechu
To od was zależy, jak będziecie układać elementy układanki. Tak, po drodze spotkacie NPC-ów, którzy lubią pogadać - warto ich uważnie słuchać, bo ich informacje prawdopodobnie będą kluczowe, by pchnąć was w „jakimś” kierunku. Niektórzy będą gadatliwi i pomocni, inni będą wymagać „handlu wymiennego” za rzeczy, które mogą wam się przydać.
Wiedza zacznie się kumulować i wkrótce zauważycie, że zmierzacie do lokacji pojawiających się na waszej mapie. Jest tu sporo wskazówek w stylu „może chciałbyś pójść tutaj, żeby zrobić to, żeby znaleźć ją, która może ci powiedzieć o tamtym” - co jest uroczo niejasne. Podkreślam, że wszystko to zaczyna się kilka minut po wydostaniu się z bunkra. Od samego początku jesteście zagubieni i kompletnie zdezorientowani tym, co się dzieje, a gra nie oferuje żadnego konkretnego tutoriala. Uczycie się po drodze, gdy dochodzicie do punktu, w którym potrzebujecie danej mechaniki. Nie spodziewajcie się, że od razu wszystko zrozumiecie - bo tak nie będzie. Warto wiedzieć o tym przed rozpoczęciem przygody z Atomfall. Jeśli nie lubicie poważnej eksploracji, by dowiedzieć się, co do cholery macie robić, ta gra nie jest dla was.
Kompelling świat
Normalnie wzdrygałbym się na taką mechanikę. Choć nie jestem fanem prowadzenia za rękę w grach, lubię małego kopniaka na start. A jednak intrygujący aspekt Atomfall polega na tym, że po prostu chcesz eksplorować. Nie możesz od razu iść wszędzie - na początku po prostu nie jesteś wystarczająco silny, by mierzyć się z łotrami, którzy nawiedzają te równiny, więc najlepiej ograniczyć się do pierwszych kilku miast, by zorientować się w sytuacji.
To właśnie te historie sprawiają, że Atomfall jest na tyle wciągające, by poznać wszystko, co wydarzyło się w tej nieszczęsnej wiosce. Tajemnica czająca się za każdym rogiem była wystarczająco fascynująca, by utrzymać moje zainteresowanie, i pomimo że wielokrotnie dostawałem łomot, wciąż wracałem - na szczęście gra oferuje fantastyczny system trudności, gdzie można dostosować poziom wyzwania według własnych potrzeb.
Walka i mechaniki
W Atomfall jest sporo walki i przeważnie nie jest ona rewelacyjna. Na początku, co nie jest zaskoczeniem, jesteś praktycznie chodzącą poduszką do igieł, a gra nie bardzo ci pomaga. Ze względu na swobodę eksploracji, niemal słyszysz deweloperów mówiących: „Och, nie powinieneś był tu przychodzić, zobaczmy, jak sobie poradzisz”. I tak to właśnie wygląda - żadne starcie nie jest szczególnie łatwe. Amunicja jest rzadka, broń jeszcze trudniejsza do znalezienia, a ty jesteś niewiarygodnie podatny na obrażenia, nawet gdy twoje statystyki są wzmocnione.
Wspomniane obozy bandytów są szczególnie niegościnna i od razu jesteś w mniejszości. Wszyscy są ekspertami w łucznictwie, jakby trenowali do Igrzysk Śmierci, i jeśli nie masz pod ręką przydatnej broni, nie przetrwasz długo.
Możesz jednak uzupełnić zapasy amunicji i broni, jeśli chcesz. Wspomniany system „handlu wymiennego” to zdecydowanie najciekawsza mechanika Atomfall poza fabułą. Aby handlować z miejscowymi, którzy cudownie nie chcą obedrzeć cię ze skóry, musisz zaoferować im coś o równej wartości, a podczas przeglądania menu pojawia się fajny system ważenia. Oznacza to, że oddajesz niektóre przydatne przedmioty, ale na początku odkryłem, że broń i amunicja były pomocne, ale nie niezbędne. System ten dodaje do narracji nieoczekiwane i interesujące elementy.
Podsumowanie
Trudno jest skategoryzować Atomfall, ponieważ to wyjątkowo unikalne doświadczenie. Tak, to kolejna apokaliptyczna gra o przetrwaniu. Tak, jest trudna jak diabli, jeśli nie „przetrwasz” wystarczająco dobrze, ale jest też niesamowicie satysfakcjonująca. Jest tu opowiadana piekielnie dobra historia i jestem zachwycony, że Rebellion zdecydowało się stworzyć coś tak interesującego i, cóż, szalonego jak Atomfall. To udany zwrot dla brytyjskiego dewelopera, który nigdy wcześniej nie stworzył czegoś tak rozległego i, śmiem twierdzić, surowego jak to.
To gra, w którą naprawdę musisz zagrać, by zorientować się, czy wytrwasz do końca. Moim zdaniem warto, ale hej, jestem tylko recenzentem. Atomfall to idealna gra do Game Passa właśnie z tego powodu.
Gdyby walka była dopracowana, a mechaniki nie były tak polaryzujące (zakładam, że niektórzy dość szybko porzucą Atomfall, podczas gdy inni będą chłonąć nieustanne poszukiwanie czegoś do zrobienia), moglibyśmy mówić o jednej z najlepszych gier roku. Nie całkiem osiąga poziom doskonałości, ale Rebellion powinno być naprawdę dumne z tego, co tu stworzyli, i możemy tylko mieć nadzieję, że to początek nowej ery dla tego świetnego studia.


