Casting z 300 tysięcy dzieci ma stworzyć nowe Cheetah Girls - i to najsmutniejsza forma nostalgii, jaką znam
Disney wskrzesza Cheetah Girls przez konkurs, w którym nastolatka pokonała 300 tysięcy rywalek. Uważam, że to nie odrodzenie zespołu, tylko przetwarzanie tęsknoty rodziców na produkt dla ich dzieci.
Cheetah Girls wracają. Nowe pokolenie, nowe twarze, a jedna z nich wyłoniona z castingu, w którym startowało 300 tysięcy dzieci. I choć brzmi to jak bajka o Kopciuszku, mam z tym problem.
Bo to nie jest reaktywacja zespołu. To reaktywacja emocji ludzi, którzy dorastali z oryginałem na Disney Channel. Tyle że oni już nie są w grupie docelowej.

Zauważam tu piękną pętlę: dorośli tęsknią za czymś z dzieciństwa, więc marka wskrzesza to dla ich dzieci, żeby dorośli mogli kupić bilet, płytę, subskrypcję. Nostalgia rodzica staje się rynkiem dziecka.
Konkurs jako fabuła
Najbardziej uderza mnie liczba: 300 tysięcy uczestniczek. To nie casting, to reality show przed reality show. Sama selekcja jest już produktem, treścią, którą można sprzedać, zanim padnie pierwsza nuta.

Dziewczyna, która wygrała, dostała coś ogromnego. Ale dostała też rolę w cudzej nostalgii, uszytej na miarę odbiorcy, którym nie jest.
Kibicuję jej całym sercem. Martwi mnie tylko, że popkultura coraz częściej nie tworzy nowych bohaterek – tylko odgrzewa starych, licząc, że rodzice zapłacą za wzruszenie, którego dzieci jeszcze nie rozumieją.


