Del Toro zabronił sztucznej inteligencji przy 'Labiryncie fauna' - i to najważniejsze 'nie' w dzisiejszym kinie
Guillermo del Toro postawił jeden warunek przy odświeżeniu swojego arcydzieła: żadnej sztucznej inteligencji. Uważam, że to gest większy niż jeden film.
Guillermo del Toro wrócił na San Diego Comic-Con, żeby ogłosić powrót „Labiryntu fauna” do kin. Z okazji 20-lecia film trafi na ekrany 9 października w wersji 3D i HDR, po raz pierwszy w tych formatach. Warunek reżysera był jeden: „Absolutnie żadnej pieprzonej sztucznej inteligencji”.
Del Toro tłumaczył to prosto – konwersję nadzorowano ręcznie, klatka po klatce, bez algorytmicznych skrótów. „Chronimy piękno i odkupieńczą moc sztuki”, powiedział. I dodał, że chodzi o obronę pewnej linii, dziedzictwa rzemiosła.
Dlaczego to więcej niż kaprys
Konwersja 3D to zwykle właśnie ten moment, w którym studia sięgają po automaty. Przeliczanie głębi, dorysowywanie tła, wypełnianie brakujących pikseli – idealne zadanie dla maszyny, która nie bierze wynagrodzenia i nie śpi. Del Toro powiedział temu „nie” akurat tam, gdzie pokusa jest największa.
Uważam, że to gest polityczny w najlepszym sensie. Reżyser, który mógł zaoszczędzić czas i pieniądze, wybrał ludzką pracę jako wartość samą w sobie. W roku, w którym Hollywood liczy każdą godzinę roboczą, ktoś głośno stwierdził, że koszt bywa sensem.
Film o dziewczynce broniącej wyobraźni przed brutalnym porządkiem doczekał się reżysera, który broni jego samego przed porządkiem algorytmu. Trudno o piękniejszą klamrę.


