Dlaczego Jared Leto uniknął konsekwencji przez 20 lat? To nie jest historia o gwałcie, ale o systemie, który chronił gwiazdę
Dziesięć kobiet oskarża Jareda Leto o seksualne wykorzystywanie nieletnich, a sprawa ucichła na lata. Uważam, że to nie tylko opowieść o przestępstwie – to dowód, że Hollywood ma wbudowany filtr, który wycisza ofiary, dopóki nie zrobią wystarczająco głośnego hałasu.
Dziesięć kobiet, w tym cztery nieletnie, oskarża Jareda Leto o przestępstwa seksualne. BBC opublikowało dokument, w którym ofiary opisują, jak aktor i muzyk miał je wykorzystywać, gdy miały 14, 16 czy 17 lat. Jedna z nich mówi o gwałcie w łazience motelu, inna o próbie wymuszenia seksu w hotelu, a jeszcze inna o tym, że Leto wysyłał jej seksualne telefony, gdy była w gimnazjum. I co? Nic. Sprawa ucichła na 20 lat. Uważam, że to nie jest tylko historia o przestępstwie – to dowód, że Hollywood ma wbudowany filtr, który wycisza ofiary, dopóki nie zrobią wystarczająco głośnego hałasu.
Leto nie jest anonimowym aktorem drugiego planu. To laureat Oscara, frontman Thirty Seconds to Mars, ikona alternatywnego rocka. Gdy pierwsze pogłoski o jego zachowaniu pojawiły się w 2002 roku, jego kariera kwitła. Dziś, po latach, wciąż gra w filmach Marvela i zbiera gaże za trasy koncertowe. System nie zadziałał – i to mnie właśnie przeraża bardziej niż same oskarżenia.

Jak to możliwe, że sprawa przetrwała dwie dekady w ciszy?
Ofiary mówią o tym, że Leto „wzruszał ramionami”, gdy rozmowa schodziła na wiek zgody. Jedna z nich dostała umowę o zachowaniu poufności (NDA), której nie podpisała. Inne milczały, bo się bały – to standard w branży, gdzie pozycja gwiazdy waży więcej niż zeznania nastolatki. BBC dotarło do przyjaciół i rodzin ofiar, które potwierdziły ich relacje. Mimo to przez lata nikt nie odważył się wejść na salę sądową. Dlaczego? Bo prawo w USA jest łaskawe dla bogatych, a PR-owcy Leto od lat gasili pożary, zanim te zdążyły się rozniecić.
Dopiero teraz, gdy w internecie pojawił się dokument „Jared Leto: Hollywood’s Dark Secret”, temat wraca na pierwsze strony. Ale czy to coś zmieni? Przypominam sobie, że podobne historie o innych gwiazdach – od Weinsteina po Spacey’ego – wybuchały dopiero wtedy, gdy media miały odwagę zrobić z nich główny news. Leto wciąż ma fanów, którzy na koncertach skandują jego imię. System nie upadł – on tylko na chwilę się zachwiał.

Uważam, że największym problemem nie jest sam Leto, ale to, jak łatwo przemysł rozrywkowy pozwalał mu unikać odpowiedzialności. Dopóki ofiary muszą czekać 20 lat, by ktoś ich wysłuchał, dopóty każdy kolejny Jared Leto będzie wiedział, że może robić, co chce.


