EA Sports trafiło mistrza świata pięć razy z rzędu - i przestaję traktować symulacje w grach jak zabawę
Symulacja w EA Sports FC wskazała zwycięzcę mundialu, a jej passa sięga 16 lat. Zastanawiam się, czy wirtualny mecz naprawdę wie więcej niż my.
Symulacja rozegrana w EA Sports FC (dawniej FIFA) wytypowała Hiszpanię na mistrza świata, a to już piąte trafienie z rzędu. Passa firmy sięga 16 lat wstecz. Brzmi jak żart, a jednak działa – i to mnie zaczyna niepokoić.
Nie jestem fanem wróżenia z fusów, a symulację meczu w grze wideo traktowałem zawsze jako gadżet marketingowy. Producent puszcza wirtualny turniej, algorytm wypluwa wynik, dział PR robi z tego newsa. Tyle że kiedy coś trafia pięć razy pod rząd, przestaje być przypadkiem, a zaczyna być zjawiskiem.
Dlaczego to działa lepiej, niż powinno
Podejrzewam, że sekret nie leży w magii, tylko w danych. EA od lat skrupulatnie ocenia każdego zawodnika – szybkość, wykończenie, wytrzymałość – i te oceny są zaskakująco precyzyjne, bo firma zatrudnia armię skautów i analityków. Symulacja to w gruncie rzeczy wielkie równanie, które bierze najlepiej opłaconą bazę danych o piłkarzach na świecie i mieli ją bez emocji.
I tu robi się ciekawie. Bukmacherzy, eksperci telewizyjni, kibice – wszyscy dokładają do prognoz coś, czego algorytm nie ma: uczucia. Wierzymy w faworytów sercem, przeceniamy gwiazdy, dajemy się ponieść narracji o „drużynie przeznaczenia”. Gra tego nie robi. I może właśnie dlatego wygrywa z nami w typowaniu.
Co to mówi o nas, nie o piłce
Trochę mnie to boli, bo odbiera futbolowi to, co w nim kocham najbardziej – nieprzewidywalność. Jeśli tania symulacja z gry potrafi rok w rok wskazać zwycięzcę, to znaczy, że sport na najwyższym poziomie jest coraz bardziej policzalny. Wielkie pieniądze, big data i selekcja talentów sprawiają, że niespodzianki są coraz rzadsze.
Z drugiej strony pamiętam, że statystyka lubi płatać figle. Pięć trafień z rzędu wygląda imponująco, ale wystarczy jedno pudło, żeby cała narracja o nieomylności runęła. Kibicowanie polega przecież na wierze, że tym razem będzie inaczej.
Będę oglądał mundial 2026 z tą wiedzą z tyłu głowy – i szczerze liczę, że algorytm się pomyli. Bo dzień, w którym gra wideo przewidzi finał co do minuty, będzie dniem, w którym przestanę włączać telewizor. Piłka bez dreszczyku to tylko tabelka z liczbami.


