Fani wykupili wino Sama Neilla po jego śmierci - i to najpiękniejszy pomnik, jaki mogli mu postawić
Sklepy w Nowej Zelandii wyprzedały etykietę Two Paddocks, a wspierane przez aktora cele dostały zastrzyk darowizn. Uważam, że to lepszy hołd niż każdy pomnik.
Nowozelandzkie sklepy wyprzedają wino spod etykiety Two Paddocks, a organizacje, którym patronował Sam Neill, notują lawinę wpłat. Aktor zmarł 13 lipca w wieku 78 lat, na zapalenie płuc – trzy miesiące po tym, jak ogłosił, że pokonał raka.
Zwykle po śmierci gwiazdy odpalamy jej filmy. Sięgamy po „Jurassic Park”, „Fortepian”, może „Piano”. Tym razem ludzie sięgnęli po coś innego – po butelkę, którą nieboszczyk sam robił i sam rozlewał.
Mam wrażenie, że to mówi o Neillu wszystko. Jeden z fanów ujął to genialnie: „Robił wino i się nim dzielił. Czego chcieć więcej?”. Nie ma tu kultu celebryty, nie ma nabijania cudzej kasy. Jest gest hedonistyczny i ciepły zarazem.
Pomnik, który można wypić
Winnica pod Alexandrą nie była marketingowym dodatkiem do kariery. Była pasją, o którą Neill walczył – dołączył nawet do protestu przeciwko kopalni w pobliżu swoich pól.
Dlatego kupienie tej butelki to nie żałobny odruch, tylko dokończenie jego zdania. Otwierasz korek, nalewasz, wznosisz toast. I nagle okazuje się, że najtrwalszy pomnik aktora to nie taśma filmowa, lecz coś, co znika, gdy się nim dzielisz.


