Skip to content
gry

Gen Atlas Fumito Uedy może być Żelaznym Gigantem gier wideo. I to jest najlepsza wiadomość od lat

Twórca Shadow of the Colossus i Ico zdradził nowe szczegóły swojej nadchodzącej przygody z gigantycznym robotem. Epic Games stoi za projektem, który już teraz pachnie czymś wielkim – dosłownie i w przenośni.

6 min read
Updated:
Gen Atlas Fumito Uedy może być Żelaznym Gigantem gier wideo. I to jest najlepsza wiadomość od lat

Fumito Ueda ujawnił nowe informacje o Gen Atlas, swojej nadchodzącej przygodzie z gigantycznym robotem, którą tworzy we współpracy z Epic Games. Jak donosi Polygon, gra może być dla branży tym, czym dla kina był Żelazny Gigant – opowieścią o przyjaźni między człowiekiem a wielką, milczącą maszyną.

To zdanie samo w sobie jest obietnicą. A obietnice składane przez Uedę mają w sobie ciężar, którego nie ma większość zapowiedzi na rynku gier.

Człowiek, który nauczył nas tęsknić za pustką

Żeby zrozumieć, dlaczego Gen Atlas budzi takie emocje, trzeba cofnąć się do dwóch tytułów, które Polygon przywołuje jako punkt odniesienia: Ico i Shadow of the Colossus. Pierwszy był grą o trzymaniu się za rękę. Dosłownie – prowadziłeś tajemniczą dziewczynę przez opuszczony zamek, a cała mechanika sprowadzała się do obecności drugiej istoty obok ciebie.

Drugi był grą o samotności tak ogromnej, że aż fizycznej. Jeździłeś konno przez pustą, wymarłą krainę tylko po to, żeby zabijać gigantyczne kolosy – jedyne żywe istoty w tym świecie. I za każdym razem, gdy któryś z nich padał, czułeś nie triumf, lecz coś bliższego żalowi. Ueda zbudował na tym całą swoją tożsamość twórczą: gry, w których to, czego nie ma na ekranie, znaczy więcej niż to, co jest.

Trzeci tytuł, The Last Guardian, doprecyzował tę filozofię. Tam towarzyszyła ci wielka, ptasio-psia bestia o imieniu Trico, a sednem rozgrywki była relacja – nieufność, przywiązanie, w końcu miłość między chłopcem a stworzeniem, którego nie da się w pełni kontrolować. To właśnie ten trop wydaje się najistotniejszy, gdy myślimy o nadchodzącym Gen Atlas.

Gen Atlas Fumito Uedy może być Żelaznym Gigantem gier wideo. I to jest najlepsza wiadomość od lat

Dlaczego akurat Żelazny Gigant

Porównanie do animowanego Żelaznego Giganta nie jest przypadkowe ani wymyślone przez przypadkowego redaktora. Film Brada Birda z końca lat dziewięćdziesiątych opowiadał o chłopcu, który zaprzyjaźnia się z gigantyczną maszyną spadłą z nieba w czasach zimnowojennej paranoi. Robot, stworzony jako broń, uczy się być kimś więcej. A morał był prosty i piękny: nie jesteś tym, do czego cię zbudowano. Sam wybierasz, kim jesteś.

Jeśli Polygon słusznie odczytuje intencje Uedy, to Gen Atlas ma uderzać dokładnie w ten emocjonalny rejestr. Człowiek i maszyna. Mały i ogromny. Krucha istota i kolos. To przecież dokładnie ta sama dynamika, którą Ueda eksplorował przez całą karierę, tyle że tym razem ubrana w żelazo i metal zamiast w starożytne kamienie.

I tu pojawia się coś, co warto docenić. Ueda nie ucieka od własnej obsesji. Nie próbuje udowodnić, że potrafi zrobić strzelankę albo otwarty świat pełen znaczników na mapie. On wraca do jedynego tematu, który naprawdę go interesuje – do samotności łagodzonej przez obecność kogoś większego od nas. I robi to z uporem, który w branży pełnej naśladowców jest dziś rzadkością niemal wymarłą.

Epic Games, czyli zaskakujący sojusz

Element, który w tej historii zasługuje na osobny akapit, to obecność Epic Games. Firma znana przede wszystkim z Fortnite, z silnika Unreal Engine i ze swoich wojen prawnych z Apple, nie kojarzy się z medytacyjnym, autorskim kinem interaktywnym. A jednak to właśnie ona stoi za projektem Uedy.

Można na to spojrzeć cynicznie – jako na próbę kupienia sobie prestiżu artystycznego przez korporację, która ma pieniędzy więcej niż pomysłów na to, jak je wydać. Ale można też zobaczyć w tym coś budującego. Epic dysponuje technologią, która potrafi udźwignąć wizję skali. A skala to przecież sedno gier Uedy. Te kolosy w Shadow of the Colossus robiły wrażenie nie dlatego, że były wrogami, lecz dlatego, że były ogromne w sposób, który odbierał mowę.

Jeśli za sterami silnika Unreal stoi człowiek, który rozumie, że gigantyczna maszyna ma znaczyć coś więcej niż liczba poligonów, to mamy do czynienia z mariażem, który może wypalić. Pytanie tylko, czy korporacyjna cierpliwość wytrzyma tempo pracy twórcy słynącego z perfekcjonizmu i wieloletnich opóźnień.

Gen Atlas Fumito Uedy może być Żelaznym Gigantem gier wideo. I to jest najlepsza wiadomość od lat

Cena za czekanie na arcydzieło

Bo o Uedzie trzeba powiedzieć rzecz niewygodną. On tworzy wolno. Boleśnie wolno. The Last Guardian powstawał tak długo, że stał się branżowym żartem, symbolem produkcji, w którą przestano wierzyć. A gdy w końcu się ukazał, podzielił graczy – jedni uznali go za poetyckie arcydzieło, inni za technicznie niedoskonałą relikwię z innej epoki.

I tu leży prawdziwe napięcie wokół Gen Atlas. Czy w 2025 roku, w świecie gier-usług, sezonowych przepustek i nieustannego strumienia mikrotransakcji, jest jeszcze miejsce dla powolnej, kontemplacyjnej opowieści o chłopcu i robocie? Czy gracze przyzwyczajeni do natychmiastowej gratyfikacji znajdą w sobie cierpliwość na grę, która prosi ich nie o refleks, lecz o uczucie?

Wierzę, że tak. Co więcej, wierzę, że właśnie dlatego taka gra jest dziś potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. W morzu produkcji krzyczących do nas o uwagę, mrugających powiadomieniami i zachęcających do logowania się codziennie, dzieło Uedy mogłoby być jak głęboki oddech. Jak chwila ciszy w hałaśliwym pokoju.

Co naprawdę kupujemy, czekając na Uedę

Gen Atlas to na razie obietnica. Garść szczegółów, porównanie do filmu animowanego sprzed lat i nazwisko twórcy, które otwiera serca i portfele. Łatwo byłoby popaść w hype, zbudować oczekiwania tak wysokie, że żadna gra ich nie spełni. Wiemy, jak to się kończy – widzieliśmy to przy zbyt wielu zapowiedziach, by udawać naiwność.

Ale jest różnica między pustym hype a uzasadnioną nadzieją. Ueda nie jest twórcą, który obiecuje i nie dowozi. On jest twórcą, który dowozi z opóźnieniem, ale dowozi rzeczy, jakich nikt inny zrobić nie potrafi. Jego gry starzeją się inaczej niż reszta – nie dezaktualizują się, lecz dojrzewają. Ico i Shadow of the Colossus grają dziś emocjonalnie tak samo mocno jak w dniu premiery, mimo że technologia pognała do przodu o dwie dekady.

Jeśli Gen Atlas okaże się tym, czym Polygon sugeruje, że może być – Żelaznym Gigantem gier wideo – to dostaniemy coś więcej niż kolejną przygodę z robotem. Dostaniemy przypomnienie, że ten medium potrafi mówić o miłości, stracie i przyjaźni językiem, którego nie ma kino ani literatura.

Na razie czekamy. I czekanie na Uedę zawsze było częścią doświadczenia – jakby sama gra zaczynała się już w momencie zapowiedzi. Tym razem na końcu tej drogi czeka gigantyczny robot. I jeśli kogokolwiek miałbym o to poprosić, żeby opowiedział mi historię człowieka i maszyny, to właśnie jego.

Redakcja QLTURALNIK

AUTHOR