George Lucas nazwał sceptyków AI ludźmi trzymającymi się koni i wozów - i to porównanie zdradza więcej, niż chciał
Twórca Gwiezdnych wojen mówi, że AI to przyszłość kina i nic na to nie poradzimy. Uważam, że akurat on jest ostatnią osobą, która powinna to mówić.
George Lucas, 82 lata, w rozmowie z A Rabbit’s Foot rzucił zdanie, które obiegło branżę: „Sztuczna inteligencja oznacza, że dużo łatwiej nam robić filmy”. Sceptyków porównał do ludzi, którzy w epoce samochodu kurczowo trzymali się koni i wozów. „Nic nie możesz na to poradzić”.
Rozumiem logikę. Tylko że akurat Lucas jest tu bohaterem najbardziej dwuznacznym, jakiego można sobie wyobrazić.
Człowiek, który już raz „poprawił” własne kino
To przecież on w latach 90. wrócił do oryginalnej trylogii i dosypał do niej cyfrowych stworków, dorysowanych teł i słynnej zmiany, w której Greedo strzela pierwszy. Fani do dziś tego nie wybaczyli. Lucas ma w sobie odruch, żeby technologią nadpisywać rzeczy, które już były skończone.
Dlatego jego „nic nie poradzisz” brzmi mniej jak diagnoza, a bardziej jak wyznanie. On naprawdę wierzy, że nowsze narzędzie zawsze znaczy lepszy film.
Konie kontra samochody to wygodna metafora, bo zwalnia z myślenia. Ale kino nie jest transportem. Nikt nie płaci za bilet, żeby dojechać z punktu A do B. Płaci za to, że ktoś coś poczuł i chce się tym podzielić.
Łatwiej robić filmy to nie to samo, co robić lepsze filmy. Lucas z całą swoją legendą jest najlepszym dowodem, że łatwiej bywa gorzej.


