Jaki film powinienem obejrzeć dziś wieczorem? „Doa: Dead or Alive”, zapomniany, zachwycający flop gry wideo
Era ekranizacji gier wideo w pełnym rozkwicie
Czy nastała złota era ekranizacji gier wideo? Pod względem finansowym odpowiedź jest zdecydowanie twierdząca. „Minecraft” i „Super Mario Bros.” to jedne z największych hitów rodzinnych ostatnich lat, a trylogia „Sonic the Hedgehog” osiąga wyższe średnie wyniki box office niż seria „John Wick”. Co zaskakujące, wiele tych produkcji otrzymuje zadziwiająco przychylne recenzje. Nawet stosunkowo mniej znane tytuły, jak weekendowa adaptacja „Until Dawn”, zbierają lepsze opinie niż ich poprzednicy z lat 2000.
Większość dawnych ekranizacji, jak „Doom” z 2005 roku, to prawdziwe śmieciowe produkcje, choć serie takie jak „Resident Evil” cieszą się teraz opinią „skrycie całkiem dobrych”. Czy istnieją jednak inne filmy z dawnej, złej ery adaptacji gier, które zasługują na rehabilitację? Odpowiedź brzmi: tak! Mowa o „D.O.A.: Dead or Alive” – adaptacji gry walki, która stoi w jednym szeregu z „Mortal Kombat” z 1995 roku jako jedna z najbardziej błogo niedorzecznych produkcji akcji ery post-Nintendo. Ponieważ film poniósł porażkę kasową w 2007 roku, istnieje duża szansa, że go nie widziałeś. A ponieważ jest obecnie dostępny za darmo (z reklamami) na Pluto, Fandango at Home, Prime Video i innych platformach, możesz nadrobić to zaległość już dziś!
Dlaczego „D.O.A.” poniosło porażkę
Łatwo zrozumieć, dlaczego „D.O.A.” nie odniosło sukcesu w kinach. Film obiecywał w zasadzie to samo, co można było znaleźć w magazynie Maxim (to były inne czasy), który był tańszy niż bilet do kina i można go było zatrzymać. Jednak choć „D.O.A.: Dead or Alive” to film oparty na grze z komicznie oczywistym męskim spojrzeniem - Christie (Holly Allen) zostaje przedstawiona podczas walki w ręczniku; Tina (Jaime Pressley) spędza większość czasu ekranowego w bikini; Kasumi (Devon Aoki) jest księżniczką ninja, choć nie ubiera się jak żadna z tych ról - to jednak nie jest produkcją wulgarną. Żadna z trzech kobiet nie jest ofiarą, ich skąpe stroje są ostatecznie mniej wyuzdane niż w wielu teledyskach z tej epoki, a wszystkie walczą jak lwice.
Mistrzostwo reżysera
To właśnie klucz do zrozumienia „D.O.A.”. Film wyreżyserował nieżyjący już Corey Yuen, hongkoński reżyser i choreograf akcji, który stał za wieloma wczesnymi filmami Jeta Li w latach 90. i choreografował sceny akcji w amerykańskich produkcjach w latach 2000. Wykonał tak dużą część pracy akcyjnej przy „Transporterze” z 2002 roku, że otrzymał tytuł współreżysera. „D.O.A.” to ostatni film, przy którym pracował jako samodzielny reżyser (Yuen zmarł podczas pandemii, choć informacja ta została upubliczniona dopiero niedawno).
Pożegnał się z kinem dziwnym, ale uroczym osiągnięciem – „D.O.A.” jest najbliższym anglojęzycznym odpowiednikiem filmu składającego się w całości z walk. Wspomniane Christie, Tina i Kasumi są wśród osób wezwanych na wyspę, by wziąć udział w turnieju walk. Biją się przed, w trakcie, pomiędzy i po głównym wydarzeniu, badając jednocześnie tajemnicze zajścia (w których zamieszany jest Eric Roberts – możecie się domyślić reszty).
Stylowa nierealność
Te walki nie są realistyczne. Łączą tradycyjne kaskaderstwo, pracę na linkach i oczywiste efekty komputerowe. Ale Yuen wie, jak używać tych narzędzi, by stworzyć stylowe złudzenie. Styl ten przypomina połączenie dziewczyn z filmów „Aniołki Charliego” McG z filmami Zhang Yimou jak „Hero” czy „Dom Latających Sztyletów”. Kolory są jaskrawe, szale powiewają, ninja jest pod dostatkiem, a kobiety nieustannie wyskakują w powietrze i balansują na mieczach. Napięcie dramatyczne praktycznie nie istnieje, a aktorstwo można by łaskawie określić jako urocze.
Urok niedoskonałości
Urok jednak wiele znaczy, a aktorstwo to nie tylko recytacja dialogów. Szczególnie Aoki i Pressley imponują fizycznymi występami – nawet gdy ich ruchy są niemożliwe, z zaangażowaniem tworzą iluzję. Choć film może wydawać się bezwstydny, jest w jego głupotkach element czystego kina. A jak często zdarza się, że w filmie opartym na grze wideo główne role grają trzy kobiety, zamiast wcisnąć jedną na piątą pozycję w obsadzie? Nie twierdzę, że film obfitujący w bikini i przerywnik z siatkówką plażową jest manifestem feminizmu, ale miło jest odkryć artefakt kultury z połowy lat 2000., który jest figlanie problematyczny, a nie pogardliwie.
Gdzie oglądać
„D.O.A.: Dead or Alive” jest obecnie dostępny za darmo (z reklamami) na platformach Pluto, Fandango at Home i Prime Video.

