Skip to content
Kultura

Nolan potrzebuje trzech lat przerwy po Odysei - i to najzdrowsza rzecz, jaką usłyszałem o kinie

Christopher Nolan przyznał, że po Odysei musi zrobić co najmniej trzyletnią przerwę, bo dobił do granicy własnej wytrzymałości. Uważam, że to najuczciwsze wyznanie roku w branży, która czci przepracowanie.

2 min read
Nolan potrzebuje trzech lat przerwy po Odysei - i to najzdrowsza rzecz, jaką usłyszałem o kinie

Christopher Nolan powiedział w „Today”, że po „Odysei” upłynie „co najmniej” trzy lata, zanim zrobi kolejny film. Powód? „Definitywnie dobiłem do granicy własnej wytrzymałości i wytrzymałości wszystkich” – przyznał reżyser. Brzmi banalnie, a moim zdaniem to najzdrowsza rzecz, jaką usłyszałem od filmowca od dawna.

Dlaczego zmęczenie geniusza mnie cieszy

Nolan to człowiek, który nakręcił dziewięć filmów w niecałe ćwierć wieku, w tym „Oppenheimera” – trzygodzinny kolos, który zgarnął Oscary i zarobił niemal miliard dolarów. Tacy ludzie mają w kulturze status maszyn. Zawsze gotowi, zawsze na czas, zawsze z kolejnym arcydziełem.

Dlatego jego przyznanie się do wyczerpania traktuję jak małą rewolucję. W branży, która uwielbia mit „pasji ponad wszystko”, ktoś na samym szczycie mówi wprost: więcej nie mogę, muszę odpocząć. I nie przeprasza za to.

Bo „Odyseja” to nie jest przypadkowy tytuł. Nolan sam żartuje: „to Odyseja, oczywiście, że powinno być trudno”. Kręci opowieść o człowieku, który dziesięć lat wraca do domu – i chyba dopiero po tym projekcie zrozumiał, że jego własna podróż też ma limit.

Trzy lata ciszy w epoce, która nie znosi pauzy

Żyjemy w kulturze, gdzie przerwa jest podejrzana. Muzyk, który nie wypuszcza singla co kwartał, znika z algorytmu. Twórca, który milczy rok, „stracił formę”. Nawet my, widzowie, konsumujemy seriale na przewijaniu, bo boimy się, że coś nas ominie.

A Nolan mówi: trzy lata. To odwaga, na którą stać dosłownie garstkę ludzi w Hollywood – tych, którym studio nie może niczego narzucić. I właśnie dlatego jego decyzja jest tak cenna. On może sobie pozwolić na to, o czym reszta branży tylko marzy.

Mam wrażenie, że najlepsze rzeczy w kulturze rodzą się nie z pośpiechu, lecz z tego, co dzieje się w przerwie. Stanley Kubrick potrafił milczeć latami między filmami i nikt nie zarzucał mu lenistwa. Dziś taka cisza wygląda niemal na akt buntu.

Nie wiem, czy trzyletnia pauza da nam lepszego Nolana. Ale wiem, że reżyser, który potrafi powiedzieć „dość, muszę odpocząć”, jest mi bliższy niż ten, który udaje niezniszczalnego. Czasem najbardziej ludzka rzecz w twórcy to przyznanie, że jest tylko człowiekiem.

Redakcja QLTURALNIK

AUTHOR