Skip to content
film

„Nosferatu” - recenzja filmu Roberta Eggersa: Nowa definicja wampiryzmu w kinie grozy

5 min read
Updated:
„Nosferatu” - recenzja filmu Roberta Eggersa: Nowa definicja wampiryzmu w kinie grozy

„Nosferatu” to film, który jest zarazem tajemniczy, piękny i niepokojący - doświadczenie, które wciąga w sposób czysty i bezpośredni. Reżyser, który wcześniej stworzył „The Witch”, „The Lighthouse” i „The Northman”, jest jednym z nielicznych twórców, którzy potrafią odstawić swoje współczesne myślenie na bok, by opowiadać historie w sposób niezwykle bezpośredni. W tym filmie nie znajdziesz metafor czy analogii - wszystko dzieje się dosłownie. Czarownice istnieją, klątwy i przepowiednie są prawdziwe, a wampir to potwór, który nie tylko potrafi zmieniać kształty i pić krew, ale także zniekształcać tkaninę rzeczywistości siłą czystego zła.

⭐⭐⭐⭐⭐

Film Eggersa sprawia wrażenie, jakby był opowiadany przez samego wampira lub jednego z jego ofiar. Na ścieżce dźwiękowej przez cały czas obecny jest niski, wibrujący, jęczący dźwięk. Kamera nieustannie unosi się, dryfuje lub unosi ku zamkom, przechodzi przez korytarze i wchodzi do pomieszczeń, w których ludzie przewracają się w objęciach koszmarów. Ogromny cień pada na malarskie, dziewiętnastowieczne krajobrazy Anglii i Europy Wschodniej, które jednocześnie wyglądają realistycznie, ale jakby były miniaturkami.

„Nosferatu” Eggersa jest w rzeczywistości połączeniem dwóch źródeł - oryginalnego, niemych filmu „Nosferatu: Symfonia grozy” z 1924 roku, reżyserowanego przez F.W. Murnaua, oraz powieści „Dracula” Brama Stokera i filmu Todda Browninga z 1932 roku, który ją zaadaptował. Może powinniśmy powiedzieć, że istnieją trzy główne źródła: kolejnym wpływem jest film Francisa Coppoli „Dracula” z 1992 roku, który mimo że inspirowany był niemych filmami, miał w sobie elementy japońskiego sci-fi i fantasy, a wbrew tytułowi niewiele miał wspólnego z książką Stokera. Główne zapożyczenie Eggersa z filmu Coppoli to obsesyjna, stalkerska opowieść o miłości między Nosferatu (w tej roli Bill Skarsgård) a młodą damą towarzyską Ellen Hutter (Lily Rose-Depp), którą potwór widzi jako swoją drugą połówkę i której świadomość, zarówno we śnie, jak i na jawie, zaczyna stopniowo opanowywać.

Trzecim elementem tego skomplikowanego trójkąta jest mąż Ellen, Thomas Hutter (w tej roli Nicolas Hoult), który wyrusza z Anglii do zamku hrabiego, by kupić go na zlecenie swojego szefa z londyńskiej agencji nieruchomości i poprawić sytuację finansową rodziny, ale kończy w rękach bestii, coraz bardziej ignorowany przez Nosferatu, który staje się obsesyjnie zakochany w Ellen. Willem Dafoe, który otrzymał nominację do Oscara za rolę w „Cieniu wampira” (jako zabawna, ale poważna parodia Nosferatu), w tej wersji odgrywa postać Van Helsinga, choć jego imię to Profesor Albin Eberhart Von Franz. To rola pozbawiona jakiejkolwiek ironii, grana przez postać, która już wcześniej zetknęła się z podobnym złem i wie, jak je pokonać, choć czasami ma problem z przekonaniem innych do skali zagrożenia, z którym mają do czynienia.

Eggers w pełni zanurzył się w historię i folklor, zanim napisał scenariusz do filmu, dzięki czemu film ma szansę zaoferować widzowi zupełnie nowe elementy mitologii wampirzej, których nie spotka się w innych produkcjach, głównie dlatego, że większość filmów o wampirach bazuje na innych filmach, a nie na literaturze czy badaniach naukowych. Możemy tu zobaczyć rysunki przedstawiające istotę, którą bohaterowie muszą pokonać, która nie przypomina żadnego z obrazów z innych interpretacji Nosferatu. Wkrótce dostrzegamy, że potwór jest głęboko groteskowy, drapieżnym ssakiem o ludzkich cechach.

„Ludzka” forma Nosferatu, jaką tu przybiera, jest nowa - nie przypomina postaci z innych wersji filmu, gdzie wampir miał kły, łysą głowę i szponiaste palce. W tym przypadku przypomina raczej postać złego Dziadka do Orzechów. Jego ciało wygląda na martwe, prawie całkowicie zeschnięte. Skarsgård stworzył dla niego niesamowity głos, głęboki i dudniący, pełen smutku i samotności. W kinie, w którym dobra jakość dźwięku, głos wydaje się pochodzić znikąd, otaczając widza z każdej strony. Mimo że wielu twierdzi, że Skarsgård od kiedy zagrał w „It” stał się etatowym aktorem horrorów, nie można zaprzeczyć, że jest jednym z najlepszych współczesnych aktorów w tym gatunku. To jego najlepsza rola, której nie można traktować jako występ, lecz raczej jako odrażającą, ale fascynującą obrzydliwość wydobytą z grobowca i postawioną przed kamerą.

Również Lily Rose-Depp imponuje swoją rolą, choć nie ma na sobie ciężkich masek jak Skarsgård, to za pomocą swojego ciała i ruchów oddaje wpływ Nosferatu na swoją postać. Zgłasza się do niej obca złośliwość, bez jakiejkolwiek pomocy efektów wizualnych, jeśli wierzyć doniesieniom.

Jak w każdym filmie Eggersa, także tu nie ma miejsca na zewnętrzne spojrzenie na fabułę czy epokę z uśmiechem - nie ma śmiechu z tego, jak prymitywne to wszystko. To historia o ludziach, którzy nigdy nie słyszeli o Freudzie czy Jung’u, a reżyser tak skutecznie przemyca ich nieobecność, że odczuwamy ją jak naturalną część narracji, a nie wynik researchu.

Film stanowi również fascynującą lekcję historii, dając silniejsze poczucie strachu, jaki czuli „cywilizowani” Anglicy w czasach Stokera, patrząc na nieznane, mistyczne Wschodnie Europy, z jej leśnymi opowieściami, wilkami i ludźmi, którzy byli postrzegani jako „Inni”. To okres, z którego wyłoniły się zarówno gotyckie opowieści, jak i literatura grozy, pełne podobnych wątków i archetypów, jak mroczny kochanek z tajemniczymi planami.

Technicznie film stanowi niesamowite osiągnięcie. Wiatr, deszcz i ciemność wydają się być na usługach Nosferatu. Siła potwora sprawia, że sam film zaczyna się trząść, łamać. Choć użyto nowoczesnych technologii, film ma atmosferę starożytnego artefaktu, który można by odkopać z grobowca i tłumaczyć na głos, mimo iż przedstawia przerażającego demona. Przypomniało mi to uczucie, jakie miałem jako dziecko, oglądając oryginalny „Egzorcystę”, czując, że oglądam dokument o złem, które może się uwolnić, tylko jeśli pozwolimy sobie na kontakt z nim.

Redakcja QLTURALNIK

AUTHOR