Odyseja Nolana zarabia 124 mln dolarów na starcie - i to dowód, że publiczność chce znowu myśleć w kinie
Christopher Nolan otwiera Odyseję trzecim najlepszym wynikiem roku. Uważam, że to nie tylko sukces reżysera, ale sygnał, że epicki, wymagający film wrócił do łask.
Christopher Nolan zarobił na otwarciu Odysei 124,5 mln dolarów w 3919 kinach w Stanach – trzeci najlepszy debiut roku i największe otwarcie reżysera od Mrocznego Rycerza z 2012. Film ma kategorię R, więc dzieci nie kupiły ani jednego biletu.
I to jest właśnie to, co mnie zastanawia. Bo według wszystkich reguł branży nie powinno się to udać.
Adaptacja Homera, dwa tysiące lat starego tekstu, bez łatwej rozpoznawalności superbohatera. Dodajmy do tego dorosłą kategorię wiekową, która obcina połowę potencjalnej widowni. A jednak ludzie przyszli.
Publiczność jest mądrzejsza, niż myślą studia
Latami słyszeliśmy, że współczesny widz chce prostoty, sequela, znanego logo. Że nie da się sprzedać czegoś, co wymaga skupienia przez dwie godziny.
Nolan udowadnia coś odwrotnego. Że nazwisko reżysera potrafi być dziś większą marką niż kolejny numer w tytule. Że epicka opowieść o człowieku wracającym do domu wciąż działa, bo dotyczy każdego z nas.
Nie łudzę się, że to zmieni Hollywood z dnia na dzień. Ale kiedy Odyseja robi takie liczby, każdy producent nagle przypomina sobie, że widownia potrafi kochać ambicję. I to jest najlepsza wiadomość dla kina od dawna.


