Odyseja w IMAX czy w zwykłym kinie? Sprawdziłam, skąd te nocne seanse o trzeciej nad ranem
Ponad połowa amerykańskich wpływów Odysei przeszła przez ekrany premium, a kina IMAX dokładały seanse w środku nocy. Tłumaczę, co realnie zyskujesz, dopłacając do biletu.
Zwykle przewracam oczami, gdy ktoś mi mówi, że „ten film trzeba zobaczyć w IMAX-ie”. Marketing formatów premium nauczył nas, że dopłata bywa dopłatą do niczego. Ale przy Odysei po raz pierwszy od dawna odpowiedź brzmi inaczej: ten film naprawdę powstał dla wielkiego ekranu, i to w sposób, którego w historii kina jeszcze nie było.
Pierwszy taki film w historii
Odyseja jest pierwszym filmem fabularnym nakręconym od pierwszej do ostatniej klatki kamerami IMAX. Nolan korzystał z tego formatu od czasów „Mrocznego Rycerza”, ale zawsze wybiórczo: efektowne sekwencje kręcił wielką taśmą, resztę klasycznie, a widz co kilka minut widział, jak obraz zmienia proporcje. Tu tego przełączania nie ma. Całość zaplanowano, skadrowano i naświetlono pod gigantyczny ekran.

Żeby to było możliwe, IMAX zbudował na zamówienie Nolana nową generację kamer: lżejszych i cichszych od dotychczasowych, które hałasowały tak, że utrudniały nagrywanie dialogów. Reżyser dorzucił do tego żelazną zasadę realności: prawdziwe lokacje w sześciu krajach, prawdziwy statek, animatroniczny cyklop zamiast komputerowego. Im większy ekran, tym lepiej widać, że to wszystko istnieje naprawdę. I dokładnie po to była ta cała operacja.

Ludzie głosują biletami
Liczby z weekendu otwarcia mówią same za siebie. W Stanach film zarobił na starcie około 124 milionów dolarów, z czego niemal 30 milionów przeszło przez same ekrany IMAX. Wszystkie formaty premium razem, czyli IMAX, sale PLF i projekcje 70-milimetrowe, odpowiadały za ponad połowę amerykańskiego wyniku. Mówiąc wprost: większość widzów uznała, że ten konkretny film nie jest do oglądania na zwykłej sali.
Popyt był tak duży, że 42 kina IMAX w Ameryce dokładały seanse między północą a trzecią nad ranem. Publiczność wychodziła zadowolona: oceny widzów na poziomie A w CinemaScore i 95 procent pozytywnych recenzji krytyków to wynik, o jakim większość letnich hitów może pomarzyć. Globalnie uzbierało się około 264 milionów dolarów, najlepsze otwarcie w karierze Nolana, lepsze niż „Mroczny Rycerz powstaje” i „Oppenheimer”.
To co wybrać?
Moja rekomendacja jest prosta. Jeśli masz w zasięgu salę IMAX albo dużą salę premium, ten jeden raz dopłata ma sens: oglądasz film w formacie, w którym został pomyślany, a nie w przybliżeniu. Sceny morskie, jaskinia cyklopa i nocny szturm na Troję zostały skomponowane pod ekran, który wypełnia całe pole widzenia.
Jeśli premium nie wchodzi w grę, świat się nie kończy: to wciąż ten sam znakomity film, a dobra klasyczna sala z porządnym dźwiękiem da radę. Odradzam tylko jedno: czekanie na streaming. Odyseja na telewizorze będzie jak pocztówka z wakacji, na których się nie było. Da się obejrzeć, ale po co, skoro można pojechać.
I na koniec ciekawostka dla kinomanów z kalkulatorem: Universal wydał na produkcję ćwierć miliarda dolarów i kolejne 125 milionów na promocję. Ten film musi zarabiać jeszcze długo, więc z sal premium szybko nie zniknie. Nie trzeba się rzucać na seans o trzeciej nad ranem. Chyba że dla samej anegdoty, bo przyznaję: „byłam na Odysei w środku nocy” brzmi całkiem po homerycku.

