Skip to content
gry

Palworld dobił do 1.0 i wygrał proces, którego nie musiał wygrywać - a ja mam z tym problem

Palworld sprzedał się w 40 milionach egzemplarzy, przetrwał pozew od Nintendo i doczekał się wersji 1.0. Kibicowałem mu, ale coraz mniej.

1 min read
Palworld dobił do 1.0 i wygrał proces, którego nie musiał wygrywać - a ja mam z tym problem

Palworld właśnie opuścił wczesny dostęp i wchodzi w wersję 1.0. Czterdzieści milionów sprzedanych kopii, pozew od Nintendo za sobą, status legendy podwórkowego buntu. I właśnie dlatego mam problem.

Bo Palworld sprzedano nam jako Dawida, który rzucił kamieniem w Goliata z Kioto. Wszyscy pokochali tę narrację: mały deweloper, który śmieje się z pluszowego imperium i robi Pokemony z karabinami. Kibicowałem temu odruchowo, jak każdy.

Bunt, który stał się produktem

Tyle że 40 milionów kopii to już nie bunt. To korporacja. Palworld przestał być zaczepką, a stał się dokładnie tym, przeciwko czemu rzekomo powstał – maszynką do produkowania treści, którą trzeba dokarmiać kolejnymi aktualizacjami, bo inaczej gracze uciekną.

Fascynuje mnie, jak szybko przerobiliśmy „gra, która drwi z Nintendo” na „gra, którą trzeba kupić, bo wygrała”. To nie to samo. Frajda z oglądania, jak ktoś stroi żarty z systemu, wyparowuje w chwili, gdy ten ktoś sam staje się systemem.

Nie mam nic do Kingpaki z karabinem. Mam za to podejrzenie, że kupiliśmy nie grę, tylko poczucie, że jesteśmy po właściwej stronie sporu. A to najdroższy mikrotransakcja, jaka istnieje.

Redakcja QLTURALNIK

AUTHOR