Skip to content
Switch 2

Prorok z Doliny Krzemowej: Dlaczego "The Social Network" Finchera jest dziś filmem ważniejszym niż w dniu premiery

6 min read
Updated:
Prorok z Doliny Krzemowej: Dlaczego "The Social Network" Finchera jest dziś filmem ważniejszym niż w dniu premiery

Gdy w 2010 roku „The Social Network” wchodził na ekrany kin, świat był w zupełnie innym miejscu. Facebook, choć już wtedy był globalnym gigantem, postrzegany był głównie jako radosne, nieco trywialne narzędzie do utrzymywania kontaktu ze starymi znajomymi i dzielenia się zdjęciami z wakacji.

Film Davida Finchera i Aarona Sorkina został przyjęty entuzjastycznie, chwalono go za genialny scenariusz, precyzyjną reżyserię i magnetyczną rolę Jesse’ego Eisenberga. Uznano go za błyskotliwy, świetnie zrealizowany portret swoich czasów - film-kapsułę, która idealnie uchwyciła ducha epoki.

Minęła ponad dekada. W tym czasie nasza relacja z mediami społecznościowymi przeszła dramatyczną i bolesną transformację. Afera Cambridge Analytica, dezinformacja wpływająca na wybory, kryzys zdrowia psychicznego nastolatków, polaryzacja polityczna - to wszystko sprawiło, że spojrzeliśmy na dzieło Finchera i Sorkina na nowo. I z przerażeniem odkryliśmy, że to, co braliśmy za portret przeszłości, było w rzeczywistości niesamowicie trafnym proroctwem.

„The Social Network” przestał być filmem o powstaniu Facebooka. Stał się ponadczasową, szekspirowską tragedią o ambicji, samotności, zdradzie i naturze prawdy w erze cyfrowej. Dziś jest ważniejszy i bardziej aktualny niż kiedykolwiek.

Małżeństwo doskonałe: Chłód Finchera i ogień Sorkina

Siła filmu leży w idealnym połączeniu dwóch autorskich temperamentów: scenarzysty Aarona Sorkina i reżysera Davida Finchera. Sorkin, mistrz błyskotliwego, naszpikowanego informacjami dialogu, nie był zainteresowany tworzeniem standardowej biografii. Jak sam wielokrotnie podkreślał, jego wierność należała do opowieści, a nie do faktów.

„Nie chciałem pisać o technologii. Interesowały mnie odwieczne tematy, które leżały u podstaw tej historii: przyjaźń, lojalność, zdrada, zazdrość, klasa społeczna” - mówił Sorkin.

Stworzył scenariusz o strukturze thrillera prawniczego, w którym dwie oddzielne sprawy sądowe, prowadzone przeciwko Markowi Zuckerbergowi, stają się ramą dla opowieści. Postacie mówią z prędkością karabinu maszynowego, co nie jest tylko stylistycznym popisem, ale genialnym oddaniem atmosfery naszpikowanego kofeiną i intelektualną arogancją świata elitarnych uniwersytetów i technologicznych start-upów.

Ten gorący, pełen emocji scenariusz trafił w ręce Davida Finchera, reżysera znanego z chłodnej, niemal klinicznej precyzji. Fincher potraktował historię Sorkina jak materiał dowodowy w sprawie o morderstwo - morderstwo przyjaźni. Jego reżyseria jest wyrachowana i zdystansowana. Paleta barw jest zimna, zgaszona, zdominowana przez mroczne zielenie i bursztyny. Kadry są perfekcyjnie skomponowane, a ruchy kamery powściągliwe.

Ten wizualny chłód tworzy potężny kontrapunkt dla słownej ekwilibrystyki Sorkina. Sugeruje, że pod powierzchnią tych wszystkich genialnych pomysłów i imprez w harvardzkich klubach kryje się emocjonalna pustka i głęboka samotność.

Dopełnieniem całości jest przełomowa, nagrodzona Oscarem ścieżka dźwiękowa autorstwa Trenta Reznora i Atticusa Rossa. Ich zimna, niepokojąca, pulsująca elektronika stała się de facto hymnem ery cyfrowej alienacji. Muzyka nie ilustruje emocji bohaterów; ona sama jest emocją - uczuciem niepokoju, odosobnienia i nieuchronnie zbliżającej się katastrofy.

Antybohater naszych czasów: Kim jest filmowy Mark Zuckerberg?

Jesse Eisenberg nie gra prawdziwego Marka Zuckerberga. On gra postać, archetyp - genialnego programistę, który jest jednocześnie emocjonalnym analfabetą. Filmowy Mark to współczesny bohater tragiczny, którego geniusz jest jednocześnie jego największą wadą. Potrafi stworzyć algorytm, który podbije świat, ale nie potrafi odczytać najprostszych sygnałów społecznych ani utrzymać przyjaźni.

Centralna teza filmu, dotycząca jego motywacji, jest niezwykle odważna i prorocza. Zuckerberg w tej interpretacji nie jest napędzany chciwością. Jest napędzany przez upokorzenie i desperacką potrzebę akceptacji.

Wszystko zaczyna się w otwierającej film, mistrzowskiej scenie, w której Mark zostaje rzucony przez swoją dziewczynę, Ericę Albright (graną przez Rooney Marę). Upokorzony, wraca do akademika i w pijackim, mizoginistycznym uniesieniu tworzy stronę „Facemash”, która pozwala studentom Harvardu oceniać atrakcyjność koleżanek. To akt zemsty, który staje się zalążkiem Facebooka - narzędzia do oceniania i kategoryzowania ludzi, stworzonego przez kogoś, kto czuje się społecznie odrzucony.

„Dla mnie to była historia o kimś, kto czuje się outsiderem” - mówił Jesse Eisenberg w jednym z wywiadów. „O kimś, kto tak bardzo pragnie dołączyć do ekskluzywnego klubu, że gdy mu się to nie udaje, postanawia stworzyć własny, jeszcze bardziej ekskluzywny klub, do którego w końcu zaprosi wszystkich”.

W tej interpretacji kryje się przerażające proroctwo dotyczące kultury „inceli” i internetowej mizoginii, która eksplodowała w latach późniejszych. Film pokazał, jak poczucie odrzucenia i męska uraza mogą stać się paliwem do tworzenia potężnych, zmieniających świat technologii.

Tragizm tej postaci kulminuje w ikonicznej, finałowej scenie. Mark, teraz już najmłodszy miliarder na świecie, siedzi samotnie w sali konferencyjnej. Na laptopie wysyła zaproszenie do znajomych Erice Albright - dziewczynie, która rzuciła go w pierwszej scenie. A potem zaczyna obsesyjnie odświeżać stronę, czekając na akceptację, która nigdy nie nadejdzie. Zbudował imperium, by zdobyć jedną osobę, a skończył w całkowitej samotności.

Proroctwa, które się spełniły

Oglądany z dzisiejszej perspektywy, „The Social Network” jest naszpikowany scenami i dialogami, które okazały się prorocze.

1. Prawda jako kategoria względna. Cała struktura filmu, oparta na sprzecznych zeznaniach, pokazuje, że prawda jest płynna. Film nie mówi nam, kto kłamie. Pokazuje, że w erze cyfrowej „narracja” staje się ważniejsza od faktów. To idealna zapowiedź naszej epoki post-prawdy i fake newsów.

2. „Internet nie jest pisany ołówkiem, tylko atramentem.” Ta kluczowa linijka, wypowiedziana przez Ericę, jest ostrzeżeniem przed cyfrową nieśmiertelnością naszych błędów. Incydent z „Facemash” był zapowiedzią tego, jak łatwo można wykorzystać dane, jak ulotna jest prywatność i jak trudno jest uciec od swojej cyfrowej przeszłości.

3. Narodziny gospodarki uwagi. Postać Seana Parkera (genialny Justin Timberlake) jest ucieleśnieniem cynizmu Doliny Krzemowej. To on uświadamia Markowi, że Facebook nie jest „fajny”, dopóki nie stanie się machiną do zarabiania pieniędzy. Jego wizja, by nie umieszczać na stronie nachalnych reklam, ale subtelnie uzależniać użytkowników i monetyzować ich zaangażowanie i dane, to w istocie plan powstania całej współczesnej gospodarki uwagi.

4. Iluzja połączenia. Najważniejszym proroctwem filmu jest to dotyczące samej natury mediów społecznościowych. To opowieść o ludziach, którzy tworzą narzędzie mające łączyć miliardy, a sami nie potrafią porozumieć się z osobą siedzącą naprzeciwko. Film zdiagnozował wielki paradoks naszych czasów: jesteśmy bardziej „połączeni” niż kiedykolwiek, a jednocześnie coraz bardziej samotni.

„The Social Network” to arcydzieło, które dojrzało jak wino, zyskując na mocy i znaczeniu z każdym kolejnym rokiem. To już nie jest film o Marku Zuckerbergu. To fundamentalna opowieść o narodzinach XXI wieku i o tym, jak kod napisany w akademiku na Harvardzie stał się kodem źródłowym naszych czasów - definiującym naszą politykę, nasze relacje i nasze poczucie tożsamości.

Redakcja QLTURALNIK

AUTHOR