Skip to content
film

Recenzja - Mission: Impossible - The Final Reckoning

5 min read
Updated:
Recenzja - Mission: Impossible - The Final Reckoning

„Mission: Impossible - The Final Reckoning” – recenzja filmu

W jednej z najlepszych scen filmu „Mission: Impossible - The Final Reckoning”, Ethan Hunt przekręca koło w łodzi podwodnej, a proporcje ekranu rozszerzają się z panoramicznego formatu do pełnego IMAX. To niezwykle pomysłowy moment. Zważywszy, że Tom Cruise uratował kino dzięki „Top Gun: Maverick”, logiczne jest, że nawet jako postać kontroluje obraz wokół siebie. Niestety, to jeden z nielicznych błyskotliwych momentów w „Final Reckoning” – filmie, który zapomina o tym, co czyniło tę serię wyjątkową, oferując niezgrabną i nieporadną pierwszą godzinę przypominającą najdłuższe streszczenie poprzednich części. Ta pretensjonalna i powtarzalna część jest najsłabszym fragmentem całej serii. To, że film w końcu się poprawia, może być najbardziej imponującą misją, jaką Ethan Hunt kiedykolwiek wykonał.

Mitologizacja Ethana Hunta

Uczciwie mówiąc, jeśli ktokolwiek zasługuje na gloryfikację w świecie filmów akcji, to właśnie Hunt. Pierwszy akt nie tylko przypomina widzom, gdzie zakończyliśmy przygodę w „Mission: Impossible - Dead Reckoning”, ale też podkreśla znaczenie tej postaci w ostatnich trzech dekadach kina gatunkowego. Reżyser Christopher McQuarrie, współscenarzysta z Erikiem Jendresen, traktuje „Final Reckoning” jak „Endgame” tej serii, streszczając nie tylko ostatni film, ale wszystkie siedem poprzednich części, bardziej niż kiedykolwiek przekształcając Hunta w mityczną postać.

Ethan Hunt nie jest superbohaterem – jest tym, który wykonuje zadania, tym, który przyjmuje misje, a mitologizowanie go od samego początku w „Final Reckoning” wydaje się przesadzone. Nawet jeśli wszyscy zgadzamy się, że Hunt/Cruise zasłużyli na tę rundę honorową, czy musieli zrobić ich aż dwanaście? Filmy „M:I” zwykle rozpoczynały się od wybuchowych sekwencji, takich jak wysadzenie Kremla czy zwisanie z samolotu, dlatego brak tego poczucia rozpędzonego pociągu na początku tego filmu jest naprawdę odczuwalny. Film przez niewiarygodnie długi czas nie może się rozkręcić.

Fabuła i obsada

Podczas gdy film czeka na starty właściwej akcji, Hunt ukrywa się, ale zostaje przywrócony do służby przez Prezydent Sloane (wspaniała Angela Bassett), aby powstrzymać nadchodzącą zagładę w postaci „The Entity” – zbuntowanej sztucznej inteligencji, która teraz grozi światu nuklearną zagładą. Wszyscy bohaterowie z poprzedniego filmu powracają, w tym sojusznicy Hunta: Luther (Ving Rhames), Benji (Simon Pegg) i Grace (Hayley Atwell), do których dołączają Paris (Pom Klementieff) i wkrótce Degas (Greg Tarzan Davis).

Esai Morales powraca jako złoczyńca Gabriel, ludzki przedstawiciel złowrogiej sztucznej inteligencji z filmów „Reckoning”, a znajome twarze pojawiają się, by martwić się, czy Ethan ocali dzień. Wśród nich Janet McTeer, Holt McCallany i Nick Offerman. Udowadniając zasięg hitów Apple TV, Hannah Waddingham z „Ted Lasso” wcieliła się w admirała na lotniskowcu, a Trammell Tillman z „Severance” jest fantastyczny jako dowódca łodzi podwodnej.

Problemy i zalety

To liczna obsada (a nie wspomniałem jeszcze o kilku znajomych twarzach, które nie powinny być zdradzane) dla filmu o stosunkowo prostej fabule, zwłaszcza przy 170 minutach. Ethan Hunt i jego drużyna muszą powstrzymać Gabriela i „The Entity” przed zniszczeniem ludzkości. To wszystko. Stosunkowo płytka fabuła pozwala McQuarrie i Jendresen wypełnić film dwoma rzeczami: zbyt wieloma planowaniami i ostatecznie spektakularnymi scenami akcji.

Argumentowałbym jednak, że poprzednie filmy miały znacznie silniejsze poczucie humoru, które mogłoby być trzecim elementem, a którego brakuje w tej części. Jedną z radości tej serii było podejście „czy możesz uwierzyć, że to robimy”, gdy twórcy popychali ostatniego wielkiego gwiazdora kina do coraz większych skrajności, aby zadowolić publiczność. Biorąc siebie zbyt poważnie, „Final Reckoning” traci ten żartobliwy element w recepturze. Jest mniej zabawny, co jest naprawdę rozczarowujące dla serii, która dała nam jedne z najbardziej ekscytujących momentów w historii kina akcji.

Spektakularne sceny akcji

Oczywiście McQuarrie i Cruise nie tracą tempa, gdy plan akcji jest już w ruchu. Nie zdradzając szczegółów, dwie najlepsze rozszerzone sekwencje rozgrywają się głęboko pod wodą i wysoko w powietrzu - jakby Cruise i jego zespół genialnych choreografów wyczerpali pomysły na lądzie. Szczególnie w IMAX, akcja w „Final Reckoning” może zapierać dech w piersiach, łącząc Iana Fleminga z Busterem Keatonem, tworząc choreografię, która przedstawia bohatera jako najodważniejszego człowieka na Ziemi, a czasem po prostu najbardziej upartego.

Gdy Hunt wspina się po lecącym samolocie, możesz poczuć grawitację ciągnącą go ku ziemi i wiatr pchający go w przeciwnym kierunku. To wystarczy, aby zignorować wszystko, co było nie tak z filmem do tego momentu. Zwłaszcza w erze powszechnie bezdusznego CGI, nie miałbym nic przeciwko tym, którzy odrzucają dołki tego filmu, aby objąć jego niezaprzeczalne szczyty.

Podsumowanie

Byłoby mi łatwiej, jako niekwestionowanemu wielkiemu fanowi franczyzy, zrobić to samo, gdyby nie było tak łatwo dostrzec, jak powstały te dołki i jak łatwo można ich było uniknąć. Jest jasne, że Cruise i McQuarrie rozpoczęli ten projekt z pragnieniem nakręcenia „największego” filmu w serii – czas trwania i streszczanie franczyzy to odzwierciedlają. Warto również zauważyć, że kiedyś był to „Dead Reckoning – Part Two”, więc agresywna powaga, która pozbawia pierwszą godzinę tego filmu energii, może być częściowo spowodowana faktem, że to naprawdę środkowa godzina pięciogodzinnego doświadczenia.

Jednak wszystkie te oczyszczające gardło i filozoficzne momenty sprawiają, że „Final Reckoning” wydaje się mniej pewny siebie, a nie bardziej. Nie musimy słyszeć, jak ważny jest Tom Cruise dla kina, aby cieszyć się jego ostatnią misją. W końcu to on przekręca koło.

Redakcja QLTURALNIK

AUTHOR