Skip to content
gry

Single player to dziś synonim PlayStation - i to Sony przespało własny sukces

Twierdzi się, że PS5 odpowiada nawet za 80 procent konsolowej sprzedaży dużych gier dla pojedynczego gracza. To liczba, która powinna spędzać sen z powiek nie graczom, lecz menedżerom Sony.

1 min read
Updated:
Single player to dziś synonim PlayStation - i to Sony przespało własny sukces

Czytam, że PS5 ma odpowiadać nawet za 80 procent startowej sprzedaży wielkich gier single player na konsolach. Resident Evil Requiem, Crimson Desert czy 007 First Light większość pudełek opchnęły właśnie na sprzęcie Sony.

I to mnie nie dziwi. Dziwi mnie raczej, że Sony wciąż udaje, jakby tego nie rozumiało.

Marka, która sama się zbudowała

Przez lata to PlayStation było domem dla gier fabularnych, w które gra się samemu, po godzinach, z herbatą i bez mikrofonu. God of War, Horizon, Spider-Man – cała ta tożsamość zbudowała w głowach graczy proste skojarzenie: chcesz dobrą grę dla jednego gracza, kupujesz PS5.

To skojarzenie jest dziś warte fortunę. Wydawcy zewnętrzni wiedzą, że ich pojedyncza, droga produkcja sprzeda się przede wszystkim na konsoli Sony, bo tam siedzi publiczność wychowana na takich tytułach.

Ironia polega na tym, że Sony przez ostatnie lata samo goniło za usługami sieciowymi i grami na żywo, czyli za czymś, co nigdy nie było jego mocną stroną. A tymczasem najcenniejszy kapitał leżał pod nosem.

Najlepsza marka świata to nie logo. To nawyk klienta. A Sony ma nawyk, którego nie kupisz za żadne pieniądze – i powinno go pielęgnować jak skarb, zamiast za nim tęsknić.

Redakcja QLTURALNIK

AUTHOR