Skip to content
Kultura

Twórca Invincible mówi, że nie ma zmęczenia superbohaterami - jest tylko złe pisanie i myślę, że ma rację

Robert Kirkman uważa, że widzowie wciąż kochają superbohaterów, tylko mają dość leniwych scenariuszy. Sprawdzam, czy to wygodna wymówka, czy diagnoza, której Hollywood boi się usłyszeć.

2 min read
Twórca Invincible mówi, że nie ma zmęczenia superbohaterami - jest tylko złe pisanie i myślę, że ma rację

Robert Kirkman, współtwórca Invincible, właśnie powiedział coś, co brzmi jak herezja w erze wielkich flopów Marvela: nie istnieje żadne zmęczenie superbohaterami. Istnieje tylko złe pisanie. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej się z nim zgadzam.

Zmęczenie to za wygodne słowo

Uwielbiam pojęcie zmęczenia gatunkiem, bo zwalnia wszystkich z odpowiedzialności. Studio nie musi pytać, czy scenariusz miał sens – wystarczy wzruszyć ramionami i powiedzieć, że ludzie mają dość peleryn.

Kirkman celuje dokładnie w ten unik. Jeśli widzowie faktycznie byliby przesyceni, nie oglądaliby jego Invincible w kółko, nie robiliby memów z Homelandera, nie czekaliby na kolejny sezon Peacemakera. Przesyt nie wygląda jak entuzjazm.

Mam wrażenie, że mylimy dwie rzeczy. Zmęczenie liczbą premier to nie to samo co zmęczenie samą ideą człowieka w kostiumie ratującego świat. Pierwsze to problem kalendarza. Drugie to mit.

Problemem nie jest superbohater, tylko obojętność

Kiedy patrzę na produkcje, które padły, widzę wspólny mianownik: nie były o niczym. Postacie bez pragnień, konflikty bez stawki, żarty w miejscach, gdzie powinno boleć. Kostium nie jest tu winowajcą – jest tylko przebraniem dla pustki.

Invincible działa, bo Kirkman traktuje przemoc serio i pozwala bohaterom przegrywać naprawdę. To nie kwestia gatunku, tylko odwagi w pisaniu. Ta sama zasada tłumaczy, czemu jedne kryminały nas wciągają, a inne wyłączamy po dziesięciu minutach.

Boję się jednej rzeczy. Jeśli branża uwierzy w zmęczenie superbohaterami, wyciągnie z tego najgorszy możliwy wniosek: trzeba robić mniej, taniej i bezpieczniej. A bezpieczne pisanie to właśnie to, co ludzi odrzuca.

Wolałbym, żeby ktoś powiesił słowa Kirkmana nad każdym pokojem scenarzystów. Nie dlatego, że kocham peleryny, tylko dlatego, że kocham dobrze opowiedzianą historię – a superbohater jest tylko pretekstem, żeby ją opowiedzieć głośno.

Publiczność nie odeszła od gatunku. Po prostu przestała nadstawiać drugiego policzka na kolejny film, który sam w siebie nie wierzy.

Redakcja QLTURALNIK

AUTHOR